Komu potrzebne są „fake newsy” i jak się przed nimi bronić?

Początkowo interesowała Cię medycyna naturalna, dzisiaj nie wiesz, co sądzić na temat szczepionek czy istnienia Covid-19, a już jutro być może przestaniesz ufać dowodom w kulistość Ziemi. Dlaczego tak się dzieje?

Stare media vs. nowe media

15-20 lat temu Internet dopiero rozpoczynał wyścig o uwagę odbiorców – wciąż najlepszym źródłem informacji pozostawały stare media, czyli gazety, radio i telewizja. Publikować mogli nieliczni i były to zazwyczaj osoby świadome dziennikarskich obowiązków, „odpowiedzialne za słowo” (pomijam wszystkie propagandowe zjawiska, tabloidy i inne). Nie oznacza to jednak, że wtedy fake newsów nie było. Były, ale miały znacznie mniejszą siłę rażenia. Nim ktoś coś opublikował, to z reguły przyglądali się temu sekretarz, redaktor merytoryczny, techniczny, naczelny, wydawca, prawnik i jeszcze kilka innych osób.  Dzisiaj publikować może każdy. Bez ograniczeń. Wszystko. Każdy może być tym, kim chce. Dziennikarzem, wydawcą, specjalistą, lekarzem i pewnie nieskończoną liczbą innych osób, których opinii jesteś w stanie zaufać. Naprawdę wystarczy niewiele, by móc przygotować wiarygodną informację opartą na danych, analizach i badaniach, w którą bezwiednie uwierzysz. To nawet nie kwestia kreatywnego podejścia do statystyki czy umiejętności montażu, ale znajomości… magii i tego, jak funkcjonuje ludzki mózg (o tym np. w dokumencie „The Social Dilemma”, któremu, tak na marginesie, przyglądałam się wcześniej w jednym z postów na Facebooku).

Fake newsy – dlaczego w nie wierzymy

Fake newsy tak dobrze udają prawdziwe informacje, bo nie tylko przypominają je wizualnie, ale korzystają też z tych samych narracji i technik (np. perswazja z wykorzystaniem autorytetów, t.j. eksperci, specjaliści). Dodajmy do tego manipulację i już łatwo o ten nieprzyjemny stan, w którym nie wiesz kto ma rację i komu wierzyć. Więc wierzysz większości (a przynajmniej tak ci się wydaje). Czyli tym, którzy powtarzają niesprawdzone informacje, często w emocjach i w owczym pędzie (np. znajomym albo… newsfeedowi, który podsyła do polubienia coraz bardziej absurdalne treści). Po co?

Szerzenie dezinformacji przy praktycznym braku kontroli tego, co jest publikowane (o pociągnięciu do odpowiedzialności nie wspomnę), to biznes, a ostatnimi czasy sposób na modelowanie opinii publicznej w danym temacie. Od takich stricte tabloidowych zagrań, jak clickbaitowe tytuły (np. dochody z reklam), przez tworzenie sztucznych trendów, po afery z wyborami w tle (np. Cambridge Analytica). Poza tym – łatwiej podsunąć populistyczne treści osobom, które wierzą w antyszczepionkowy czy antycovidowy spisek niż sceptykom i niezdecydowanym. Szczególnie, jeśli funkcjonują w obrębie jednej grupy (np. na Facebooku).

Skąd wiemy, czy mamy do czynienia z fake newsem?

Z tym mają problem nawet doświadczeni dziennikarze – praca pod presją czasu i chęć opublikowania newsa jak najszybciej utrudniają drobiazgowe przeprowadzenie jego weryfikacji. Zdarzają się pomyłki, z reguły jednak wydawca dbając o wiarygodność i relacje z czytelnikami, zamieszcza sprostowanie nieprawdziwej informacji. Właśnie z tego powodu  warto sięgać po wydawnictwa o sprawdzonej renomie i pogłębiać swoją wiedzę o problemie na podstawie kilku różnych źródeł. Pomaga w tym dociekliwość i podejrzliwość oraz… zapoznawanie się z opiniami każdej ze stron.
„Oznaką inteligencji najwyższej klasy jest zdolność do uznawania dwóch przeciwstawnych idei jednocześnie” – F. Scott Fitzgerald
A co z materiałami o potencjale viralowym? Udostępnianie w social mediach, bazują na niewiedzy i emocjach odbiorców. Dzięki dużym zasięgom docierają do osób podatnych na sugestie i wpływy. Wystarczy zaangażowanie w formie lajka, obejrzenia relacji lub zatrzymania na chwilę scrollowania, a już za moment social media podsuną ci podobne tematy. Za moment stwierdzisz, że „wszyscy uważają tak samo” i zamkniesz się na argumenty drugiej strony. Co zrobić?

Fake news – jak walczyć?

Trzeba zbadać problem wcielając się w rolę dziennikarza lub badacza. Ułatwi to postawienie sobie podstawowych pytań, które należy sobie zadać podczas analizy materiału – Kto? Co? Gdzie? Kiedy i przede wszystkim: po co?/w jakim celu? Czasami motyw działania może nie być widoczny na pierwszy rzut oka, jednak to, co powinno wzbudzić czujność, to ładunek emocjonalny zamieszczony w danym materiale. Warto być tego świadomym. Ostatnią, chyba najtrudniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić, żeby nie dać się wciągnąć w podejrzane teorie to spróbować ustalić kto jest prawdziwym nadawcą publikacji – często wcale nie jest nim źródło ani autor.

Do prześledzenia 🙂

Dodaj komentarz

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close